Share
Go down
avatar
Liczba postów : 13
Join date : 04/05/2018
Zobacz profil autora

Orelion-59

on Nie Cze 03, 2018 2:05 pm
Niewyróżniająca się niczym niewielka planetka pośrodku układu Skitarii. Nie zawiera zbyt wielu surowców naturalnych, zaś jej mieszkańcy są nieliczni, lecz mimo tego jest jedną z najlepiej prosperujących niezależnych planet. Znajduje się w miejscu, gdzie przecina się większość galaktycznych szlaków handlowych, dlatego też prywatni kupcy lubią rozkładać tam swoje skelpy prowadzić na niej handel. Oznacza to także, że to miejsce to istna mieszanina kultur, można tu znaleźć przedmioty pochodzące z dwóch różnych krańców galaktyki na dwóch stanowiskach obok siebie. Przez to, Orelion-59 przyciąga wielu klientów.

Tylko nieliczne budynki na tej planecie są postawione na stałe, gdyż przez wysokie podatki jakie nakładają natywni mieszkańcy tej planety, tylko najbogatsi kupcy, którzy zamierzają sporo zainwestować w tą planetę, są w stanie je budować. Istnieją oczywiście tańsze alternetywy, najbardziej popularną są proste stragany, które można szybko rozłożyć i złożyć. Przez niewielki rozmiar tego ciała niebieskiego, takie rozwiązania oznaczają, że czasami trzeba naprawdę długo czekać aż zwolni się jakieś miejsce. W efekcie planeta wygląda jak olbrzymie targowisko, ze straganami rozmieszczonymi jeden przy drugim, pozostawiając jedynie nieco miejsca dla klientów by mogli swobodnie się poruszać.
avatar
Star-Lord
Liczba postów : 7
Join date : 28/05/2018
Zobacz profil autora

Re: Orelion-59

on Nie Cze 03, 2018 3:14 pm
Milano unosiła się nad powierzchnią planety. O ile istnieją parkingi prywatne, kosztują tyle, że i tak wyniosłyby ich więcej niż paliwo, które zmarnują na utrzymywaniu się w powietrzu. Peter siedział na fotelu pierwszego pilota, oglądając rozciągający się przed nim krajobraz złożony z różnokolorowych płacht zakrywających stragany, a także przeróżnych neonowych światełek, zachęcających klientów do kupna jakiegoś egzotycznego produktu. Takie miejscówki nie były dla niego, olbrzymi przepych, co druga osoba chce Cię okraść, a pięknych kobiet to jest tam jak makiem zasiał... Kiedyś jeszcze tam zaglądał, żeby kupić sobie nowe kasety, ale teraz przerzucili się na płyty CD. Come on! Gdzie szacunek do klasyki? Komu chciałoby się słuchać jakiejś "Lady Gagi"? Nie ma tam nic do roboty. Był na siebie wściekły, że uległ prośbom Draxa, Rocketa i Groota, by jednak zajrzeć na tę planetę choć na chwilę. W przeciwieństwie do niego, oni zeszli na powierzchnię. Pewnie wrócą cali obładowani jakimiś dziwactwami i to na niego przypadnie praca wymyślania jakiegoś sposobu by ich z powrotem załadować na pokład. Nie miał jednak pojęcia co z Gamorą, pewnie siedzi u siebie i poleruje miecze, czy co tam ona robi gdy zamyka się sama w pokoju.

Zamiast eksplorowania planety postanowił zająć się jedną ze swoich kaset. Jego Rockowej składance ostatnio wyleciała taśma i teraz trzeba ją nawijać od nowa. Złapał ołówek z jednej z szafek na jego statku i włożył ją w dziurkę w kasecie, powoli kręcąc nią by taśma zaczęła owijać się na szpulce. By umilić sobie ten proces, przy użyciu głównej konsoli statku, włączył sobie bardzo głośno jedną ze swoich kaset. Poruszał głową zgodnie z jej rytmem, a także nucił ją sobie pod nosem. Ah, stary dobry David Bowie. Ciekawe czym się zajmuje dzisiejszymi czasy?
avatar
Green Assasin Lady
Liczba postów : 7
Join date : 05/05/2018
Zobacz profil autora

Re: Orelion-59

on Nie Cze 03, 2018 11:05 pm
Cóż za strata czasu. Dziwiła się, że Quill na to pozwolił, ale w końcu był liderem. Gamora usilnie starała się nie burzyć jego bądź co bądź wątłego autorytetu, ale robiła to tylko dlatego, że wbrew swoim... delikatnie mówiąc mankamentom scalał ich drużynę w całkiem zgraną ekipę. No dobra, trzeba dodać, że na pierwszy rzut oka nie wyglądali jak 'całkiem zgrana ekipa'. Zadziorny, gadający zwierz, na ramieniu mniej wygadanego drzewca. Taran w postaci Draxa, zielona, równie waleczna co on kobieta i ich osobisty kwiatek na przedzie. Narcyz Peter Quill. Najgorzej jednak mieli ci, którzy ich nie docenili, a mówiąc najgorzej mam na myśli bardzo źle. Bardzo, bardzo źle.
...A skoro wewnętrznym groźbom wymierzonym w kierunku przyszłych wrogów stało się zadość. Skoro wszystkie możliwe bronie, w tym jej ukochany miecz został wyczyszczony z krwi tych, którzy stanęli na drodze zielonej wojowniczki przyszedł czas na rozprostowanie kości. Ostatnimi czasy zatrudniano ich do zabijania kosmicznych potworów i szło całkiem nieźle. Strategia może jeszcze kulała, ale hej, w takich momentach zawsze była okazja do dopracowania sztuki improwizacji. Zaraz, zaraz. Czy ona go tłumaczyła? Najwyraźniej za dużo czasu bez akcji szkodziło i na jej głowę, dlatego postanowiła opuścić maszynownie i poszukać kogoś do ubicia. ...Znaczy... do rozmowy. Kogo pierwszy wpadnie w jej łapki będzie miał pecha. Zastanawiała się kto jest najbardziej pechowym członkiem ich zespołu, ale długo nie musiała czekać na odpowiedź. Wystarczyło ruszyć w stronę dobiegającej z kokpitu głośnej muzyki. Po drodze sprawdziła czy aby czasem reszta drużyny nie wróciła i dziwnym trafem nikt jej o tym nie poinformował, ale nie. Pustka. Postanowiła podpytać o sytuację Quilla i kontynuowała wycieczkę do kokpitu. Oczywiście miała nadzieje, że krzyknie i dostanie odpowiedź, ale ni huhu. Raz krzyknęła.
- Quill? Kiedy wrócą? - Bez odzewu. W tle zadowolony z siebie Peter coś tam nakręcał i śpiewał pod nosem. Czy on w ogóle mógł usłyszeć swoje myśli?
- PETER! - Dodała jeszcze troszkę zniecierpliwionego tonu, ale nawet to nie wybiło go z rytmu. Niestety, musiała podejść. Już odrobinkę podirytowana odchyliła do tyłu fotel na którym siedział Quill by spojrzeć mu prosto w oczy, swoim bezkompromisowym spojrzeniem.
- Długo jeszcze?! - Zapytała głośniej. Odchyliła go na tyle mocno, że mógł mieć pewne obawy. Jak go puści to biedny będzie miał okazję na spotkanie bliskiego stopnia z szybą. Na dodatek z całkiem sporym impetem, więc... skupienie było wskazane.
avatar
Star-Lord
Liczba postów : 7
Join date : 28/05/2018
Zobacz profil autora

Re: Orelion-59

on Sob Cze 09, 2018 2:59 am
Starman był jednym z jego ulubionych kawałków od Bowie'ego. Peter nigdy nawet nie spróbował przeanalizować jej tekstu, skupiając się raczej na chwytliwej melodii i wesołym tekście, który zawsze potrafił podnieść go na duchu. Uznał tę piosenkę za coś w rodzaju swojego hymnu, zamieniając sobie w głowie każde wystąpienie słowa "Starman" na "Star-Lord", nawet jeżeli nie pasowało to do końca do rytmu i było niemalże niemożliwe do zaśpiewania. Wydawało mu się, że coś usłyszał, ale to pewnie była jakaś kosmiczna mucha czy inny insekt, który musiał wleźć do statku, kiedy chłopacy zeskakiwali na powierzchnię planety. Nie przejął się tym i kontynuował prace przy kasecie, która postępowała bardzo sprawnie, pozostało jedynie parę centymetrów taśmy do nakręcenia. Nagle coś gwałtownie odchyliło jego fotel do tyłu. Peter zapewne by podskoczył w krześle, gdyby mógł to zrobić. Wydał z siebie cichy jęk, odbijając się plecami od oparcia. Jego spanikowany umysł zaczął snuć najczarniejsze scenariusze. Podpowiadał, że osobą za nim jest jakiś łowca nagród, który zaraz poderżnie mu gardło i odbierze sporą nagrodę. Dlatego też w pierwszym momencie zamknął oczy i zacisnął zęby, szykując się na ból. W duchu pożegnał się ze swoją ukochaną kolekcją kaset, dobrze mu służyły przez te lata, a także z resztą Strażników. Szkoda, że tak się skończyło, już zaczął lubić tę bandę dziwaków, nawet jeżeli wkurzali go bez przerwy. Trzeba było przyznać, że jego zabójca cieszył się tą chwilą, coś długo zajmuje mu to całe...zabijanie. Musiał być bardzo tani. Sięgnąłby po jednego ze swoich gnatów, lecz przez to, że ma zajęte dłonie, nie zdążyłby. Nagle usłyszał jednak kobiecy głos. Przez muzykę grającą w konsoli sterowania nie mógł być pewien na 100%, ale brzmiał znajomo. Ośmielony tym oraz faktem, że jego gardło nadal pozostało nierozcięte, otworzył powoli jedno oko. Ujrzał zieloną, śliczną twarz o surowym wyrazie i oczach, które paliły się złością. Ta, to Gamora, bez dwóch zdań. Otworzył drugie oko i wyszczerzył się w nerwowym uśmiechu.
- Oh, właściwie to prawie skończyłem! - podniósł nieco wyżej kasetę, w którą wsadził ołówek, chwaląc się postępami w naprawie. Ucieszył się, że zainteresowała się czymś co robił, może w końcu się na niego nieco otworzy. Był to jednak fałszywy alarm. Patrząc na wyraz jej twarzy, zdał sobie sprawę, że nie o to chodziło. Zapewne miała na myśli jak długo potrwa pobyt na tej planecie. Czy zabiłoby ją gdyby to sprecyzowała? Peter, martwiąc się tym, że niedługo może zostać wystrzelony prosto na przednią szybę Milano, postanowił znaleźć sobie wymówkę by móc zmienić pozycję nim odpowie.
- Możemy ściszyć muzykę!? Nie chcę już krzyczeć! - Po części nie było to nawet kłamstwo, krzyczenie nad muzyką były uciążliwe i niewygodne. Powoli i ostrożnie zsunął się z fotela, ani na moment nie zrywając kontaktu wzrokowego z najniebezpieczniejszą kobietą w galaktyce. Przy wstawaniu, rzucił kasetę i ołówek na fotel drugiego pilota. Przekręcił pokrętło regulujące głośność odtwarzacza, ściszając muzykę, lecz nie wyciszając jej przy tym całkowicie. Jego nieoficjalny hymn na pewno umili mu tę rozmowę. Oparł się tyłem o konsole sterowania, kładąc na niej dłonie.
- Szczerze, to nie mam pojęcia, obiecali, że nie zajmie im to długo, ale wiesz jak to bywa z ich obietnicami - spojrzał w lewo, zdając sobie sprawę, że równie dobrze mógł powiedzieć "z naszymi obietnicami", gdyż także był znany za swoje naginanie prawdy - Spodziewałem się, że z nimi pójdziesz. Tam na dole pewnie mają jakieś fajne miecze czy noże do twojej kolekcji... - Starał się rozpocząć nowy temat, w końcu nie codziennie zdarza im się pogadać bez szopów, drzew, niszczycieli i innych przeszkadzajek. Warto z tego korzystać, nim zamknie się znowu w pokoju.
avatar
Green Assasin Lady
Liczba postów : 7
Join date : 05/05/2018
Zobacz profil autora

Re: Orelion-59

on Sob Cze 09, 2018 11:06 am
There's a starman waiting in the sky. Zaśpiewała w myślach, bo siłą rzeczy poznała teksty prawie wszystkich piosenek jakimi katował ich Quill.
He'd like to come and meet us
But he thinks he'd blow our minds
Dokończyła zastanawiając się dlaczego śpiewa tą piosenkę. Nie, wróć. Zastanawiała się dlaczego śpiewa. Nie wiedziała co z nią zrobił, ale jeżeli to było to 'blow our minds' to nieżle mu się udało. I może Gamora pochodziła z zupełnie innej części kosmosu, bardziej mrocznej, obfitującej w cierpienie, strach i ciągłą, wręcz nieustanną rywalizację w walce o życie ze swoim przybranym rodzeństwem, to tak, musiała przyznać - ale tylko i wyłącznie sama przed sobą, że nucąc sobie w głowie tę piosenkę również miała w myślach Quilla. I tekst nawet pasował i 'starman' również. Nie dzieliła się swoimi przemyśleniami, bo to by oznaczało, że gdzieś tam w głębi duszy ma o wiele więcej emocji niż szeroki wachlarz złości oraz ciągłej powagi. Wbrew pozorom miała również inne zainteresowania niż noże, miecze i inne bronie przynoszące rychłą śmierć. Wbrew pozorom Gam to całkiem ciekawskie, acz mało cierpliwe stworzonko, dlatego zamiast podejść do sytuacji na spokojnie, wolała zareagować dość żywiołowo... i troszkę się zdziwiła.
Zawahała się widząc jego zamknięte oczy. Co on? Zasnął? Pomyślała przechylając głowę w bok. Chciała trącić go palcem, by sprawdzić, czy nawet nie zmarło się liderowi, ale hej, jak to możliwe? Czyżby niechcący skręciła mu kark? Przecież nawet go nie dotknęła. W życiu by go nie dotknęła! Zaraz, zaraz znowu myśli zapędziły ją w kozi róg, na szczęście Peter postanowił się obudzić. Jego szczęście, nie jej, rzecz jasna.
Swoim spojrzeniem oraz złością próbowała obudzić go jeszcze bardziej, aby uzyskać jak najszybszą odpowiedź, ale Quill jak to Quill nie zaczaił. Ona zresztą również, bo spojrzała najpierw na kasetę, którą jak się tylko dotykało to Peter zaczynał wydawać jakieś dziwne dźwięki i robił wszystko by jednak palce żadne z nich nie dotknęły plastikowej powierzchni tego małego, czegoś z zapisaną na delikatnej taśmie muzyką, a potem znowu z jeszcze większą złością w oczy Petera. Przez kilka sekund nawet zainteresowała się tym co pokazał, tak samo zresztą jak zainteresowała się i walkmanem i słuchawkami z których dobiegały głośnie dźwięki rytmicznych piosenek, ale teraz chciała się po prostu dowiedzieć kiedy wrócą pozostali, dlatego uniosła jedną brew i pogłębiła nerwowe spojrzenie spod którego Quill postanowił się wysmyknąć.
Gamora powoli wyprostowała plecy, dość ostrożnie jak na nią sprowadziła fotel do pozycji wyjściowej. Sama również nie odrywała wzroku od Petera obawiając się, że zaraz jej ucieknie i zostanie z niczym.
- A kontaktowałeś się chociaż z nimi? - Znając życie... jeżeli dobrze się bawili to albo komunikator był wyłączony albo rozwalony przez Draxa. Gamora była pod ogromnym wrażeniem. Naprawdę była pod ogromnym wrażeniem, że jeszcze się nie zgubili.
Skrzyżowała ręce wysłuchując tłumaczeń Quilla, aż w końcu westchnęła zniecierpliwiona i rzekła.
- Idę ich poszukać - Nie czekała na dalsze słowa mężczyzny. Zwróciła się w kierunku wyjścia zatrzymując się tylko i wyłącznie w ich polowej zbrojowni. Swój miecz miała na miejscu, ale noże? Jeszcze nie. Jeden wsunęła w pokrowiec skryty w cholewce dłuższego buta. Drugi zawędrował na udo. Jedno działko za pas spodni... Chyba trzy minutki jeszcze się jej zejdzie. Musiała bardzo, ale to bardzo się powstrzymywać by nie podrygiwać nóżką. Damn, lubiła tę piosenkę.
avatar
Star-Lord
Liczba postów : 7
Join date : 28/05/2018
Zobacz profil autora

Re: Orelion-59

on Czw Cze 14, 2018 10:46 pm
Peter postanowił, że oszczędzi sobie słów i zamiast odpowiedzieć Gamorze, pokazał jej odpowiedź. Skrzywił się w zabawny sposób, wzruszył ramionami i podniósł trzy komunikatory leżące na konsoli sterowania, które należały do chłopców. Ten szczur dobrze sobie to wszystko rozplanował, skubany. Domyślił się, że on zostanie wraz z ich zieloną przyjaciółką na pokładzie ich statku, a bez komunikatorów nie będą mogli się z nimi skontaktować, ani go znaleźć - ta planeta to bardzo gęsto zaludniony labirynt. To albo po prostu znowu się upił i rzucił ich komunikatory w kąt. Druga opcja wydaje się bardziej prawdopodobna...
Star-Lord miał już powiedzieć, że chętnie pomoże w poszukiwaniach, lecz kobieta już zniknęła za rogiem. Machnął ręką. Niech już sobie idzie sama jak jej się tak podoba. Podniósł kasetę z fotela i wrócił do nawijania na nią taśmy, nie zostało aż tak dużo. Podczas wykonywania tej czynności miał chwilę by pomyśleć. Pfff, Gamora, kto jej w ogóle potrzebuje? Wystarczy mu, że siedzi na wygodnym fotelu, z głośników dobiega dobra muzyka i że jest absolutnie sam... Jak palec... Będąc swoim jedynym towarzystwem... Bez nikogo...

Cholera!

Poderwał się gwałtownie z fotela. Przeskoczył między dwoma oparciami, w locie wsuwając kasetę do swojego walkmana. Wszystkie wyjścia były zamknięte, więc jeszcze nie wyszła. Znając ją... Ta, przesiadywała w ich polowej zbrojowni.
- Wiesz, nie pozwolę Ci pójść tam samej - powiedział jeszcze nim wyłonił się zza rogu pomieszczenia. Oparł się łokciem o listwę, przenosząc wzrok na najniebezpieczniejszą kobietę w galaktyce - ...bo wtedy zacznie mi się nudzić
Minęły już jakieś dwie minuty, a Gamora nadal się zbroiła. Tym różniła się od reszty kobiet, na które czeka się aż skończą się robić na bóstwo w łazience, na nią czeka się aż wybierze noże, które najlepiej jej pasują do oczu ze zbrojowni. To tłumaczy czemu nie miała czasu go wysłuchać, to byłby czas, który mogłaby poświęcić na dozbrajanie się.
- Idziemy na targ, nie na wojnę. Może zostaw z... 5 kilo noży? - Wymsknęło mu się przez niecierpliwość. Było to nadzwyczaj głupie, gdyż najgorszym momentem na wkurzenie Gamory jest taki, kiedy jest otoczona ostrymi przedmiotami - Wiesz... jak chcesz, nie naciskam - powiedział w nadziei, że nie oberwie nożem w jakieś strategiczne miejsce.
avatar
Green Assasin Lady
Liczba postów : 7
Join date : 05/05/2018
Zobacz profil autora

Re: Orelion-59

on Nie Cze 17, 2018 1:47 pm
Skoro rozmawiali spojrzeniami Gam postanowiła posłać mu swoje mówiące 'Ty durniu. Naprawdę nie dopilnowałeś by wzięli ze sobą komunikatory? Jedyny, możliwy, najważniejszy sprzęt by się ze sobą ko-mu-ni-ko-wać?', które przeszło w 'Nie mam na was wszystkich siły' oznajmione przewróceniem oczu i wzięciem spraw w swoje ręce. Przypadek, że Quill znał już prawie wszystkie niezadowolone spojrzenia, a miała ich w zanadrzu całkiem sporo? To też nie do końca jego wina, po prostu Gamorę ciężko zadowolić. Zielona jest niesamowicie wymagająca i żądna dyscypliny, ale tylko dlatego, że wymagania wobec siebie stawiała na wysokiej... za wysokiej poprzeczce. Takową narzucał kiedyś Thanos. Co prawda w zupełnie innej kwestii, ale tak została wychowana i z tak ogromną determinacją szukała okazji do odkupienia win z przeszłości. Dlatego z tak dużą powagą godną kijka w tyłku podchodziła do nawet tak prozaicznych spraw jak zbyt długie zabawienie na jednej z planet.
Stojąc już w zbrojowni miała chwilę spokoju. Dosłownie chwile. Trzy minuty później usłyszała głos i kroki Quilla. Troszkę zaskoczył stwierdzeniem, że nie puści jej samej. Ba, przez myśl przeszło nawet, że może się o nią będzie martwić, czy coś, ale naah. Zaraz wyprowadził ją z błędu i kolejny już raz miała okazję przypomnieć sobie jaki z niego narcyz i egoista.
- Jeżeli myślisz, że będę cię zabawiała rozmową to się grubo mylisz - Rzuciła zerkając wymownie z nad jednego z noży by po dwóch pełnych grozy sekundach wrócić do czynności. Nie żeby musiała patrzeć na to co robi, ale jakieś zasady BHP musiały być zachowane.
Dalsze marudzenie skwitowała kolejnym wkurzonym spojrzeniem, a nawet i dziarskim krokiem które skierowała prosto na niego, przez co zaczął inaczej śpiewać. Tym razem jej spojrzenie jeszcze mówiło 'Co ty wiesz o zabijaniu i zbrojeniu się i tym co nas czeka tam na dole?'
- Idziesz? - Rzuciła tak jakby to ona musiała go poganiać, a potem po prostu go minęła zmierzając w kierunku włazu i nie czekając na ruch ze strony Petera opuściła statek. Opadła na twardą powierzchnie typowym hero landingiem i zaraz się wyprostowała. Pomimo oziębłej postawy bez patrzenia w górę odczekała chwile by mógł znaleźć się zaraz obok. Zaczęła niby poprawiać bezpalczaste rękawiczki, czy tam otrzepywać dłonie z pyłu.
avatar
Star-Lord
Liczba postów : 7
Join date : 28/05/2018
Zobacz profil autora

Re: Orelion-59

on Wto Lip 17, 2018 2:48 am
Ostry, niczym brzytwa jednego z jej noży, wzrok Gamory, sprawił, że Peter, zupełnie podświadomie przyjął skuloną postawę, jakby przerażona zwierzyna. Był zbyt przestraszony by nawet móc uciekać! Kto normalny chciałby podpaść najniebezpieczniejszej kobiecie w galaktyce, zwłaszcza kiedy siedziała w swojej zbrojowni? Nikt. Pewnie dlatego, że w przeciwieństwie do Star-Lorda zdarza im się myśleć o konsekwencjach ich akcji. Odpowiedział na krok zielonej kosmitki, cofając się do tyłu, aż poczuł jak jego plecy zetknęły się z zimną, metalową ścianą. Kiedy koło niego przechodziła, podniósł obie dłonie na wysokość twarzy, zaś jego oczy uważnie śledziły każdy jej ruch. Niebezpieczeństwo na szczęście minęło szybko, wykonując przed nim parę zgrabnych kroków. Znowu mógł zacząć oddychać.
- Muszę najpierw zapakować swoje 5 kilo noży - odpowiedział kobiecie, choć wymruczał to na tyle cicho, by było jej ciężko powiedzieć czy w ogóle się odezwał. Ten sarkastyczny komentarz miał mu pomóc, na stres zawsze reagował żartami. Powoli odsunął się od ściany i aktywował panel kontrolny tuż przy włazie. To jemu przypadało zamykanie za nimi drzwi, więc musiał ustawić automatyczne zamknięcie wejścia na parę sekund po tym jak wyjdzie. Znał ten statek jak własną kieszeń, więc zajęło mu to tylko chwilę i parę zwinnych ruchów palcami po dotykowym ekranie. Założył słuchawki na uszy i wybijajac się obiema nogami, wyskoczył z włazu.
Gdzieś nad sobą, Gamora mogła usłyszeć znajomy szum silników. Gdyby spojrzała w kierunku, z którego dochodzi dźwięk, zobaczyłaby jak Quill powoli opada na ziemię na dwóch strumieniach plazmy. Używał swoich butów rakietowych by spowolnić upadek. Przez całą drogę na dół stał wyprostowany, jakby nigdy nic, nawet ośmielając się schować dłonie w kieszeniach. Miał okazję rozejrzeć się po najbliższej okolicy. Ciężko było zawiesić na czymś dłużej oko, gdyż każdy obiekt w jego polu widzenia był ciekawy i egzotyczny, po prostu godzien uwagi. Tak więc skakał wzrokiem od stoiska do stoiska. Był zaskoczony tym ilu z tych obiektów nie widział wcześniej w życiu. Jak tylko jego nogi zetknęły się z powierzchnią, gwizdnął, by podsumować widoki jakich doświadczył.
- Może jednak nie będzie tak źle? Zaczyna mi się tu podobać - stwierdził, przeglądając asortyment jednego z okolicznych stanowisk. Nagle w jego uwagę wpadło jedno, bardzo konkretne stoisko.
- Gam, Gam, Gam, Gam! - krzyczał, z entuzjazmem biegnąc w stronę upatrzonego celu. Nad niebieskim namiotem, przy którym się zatrzymał, widniał holograficzny napis "Gorkamorka". Wyglądało to na typową zabawę karnawałową, lada, a na niej dwa treningowe blastery, oraz zestaw celów przy przeciwległej ścianie. Czemu to go tak bardzo zainteresowało? Śpieszył z wyjaśnieniami dla swojej towarzyszki:
- Oh, stary, nie wierzę! To Gorkamorka! Jeeejku. To na tym uczyłem się strzelać, jeszcze kiedy pracowałem z Ravagers! Byłem w to najlepszy, ogrywałem chłopców Yondu do zera. Chcesz spróbować? Polega na strzelaniu w cele, nic trudnego - oparł się jedną ręką o metalowy blat stołu, rzucając wyzwanie Gamorze nawet swoim wzrokiem - No, chyba, że, no wiesz, najlepsza zabójczyni w galaktyce boi się, że złoję jej tyłek - powiedział, by zagrać na jej dumie.
avatar
Green Assasin Lady
Liczba postów : 7
Join date : 05/05/2018
Zobacz profil autora

Re: Orelion-59

on Sob Lip 21, 2018 2:35 pm
Nie poświęciła nawet sekundy by nadstawić ucho i dosłyszeć co tam markocił pod noskiem. Również postanowiła go o to nie pytać. Zresztą czy w ogóle by się przyznał? Zwykle w takiej sytuacji zalewał ją falą bzdur i wymyślonych historii, które często gęsto i omyłkowo uznawała za prawdę. Za młodu nasłuchała się zbyt małej ilości bajek, by teraz nie okazywać swojego zainteresowania, a Quill to wykapany powieścio..wymyślacz, więc w jakimś sensie idealnie się dobrali. Niestety nie zawsze z opowiastkami potrafił się wstrzelić czasowo, dlatego wysłuchiwanie kończyło się różnym skutkiem. Zdarzało się również, że czasami coś przekręciła, ale przecież najbardziej istotne było to, że cały sens opowiadania nieźle zapamiętywała i zapewne nie raz, nie dwa go zaskakiwała. Niemiło również, gdy okazywało się, że nie wszystkie opowiastki trzymały się kupy o czym nie omieszkała w twardych słowach napomknąć.
Rozejrzała się po rynku w poszukiwaniu pozostałej części drużyny naiwnie wierząc, że gdzieś ich tu zastanie. Najlepiej na wyciągnięcie dłoni, żeby móc złapać małego, sierciastego prowodyra całej tej sytuacji, ale jak się zaraz okazało to tylko i wyłącznie marzenia ściętej głowy. Co do klimatu tego miejsca to fakt, musiała przyznać, że te kolory i wielorakość kultur przyciągało
Gam zawsze miała nadzieje, że w takich miejscach zobaczy kogoś kto ostał się z zen whoberiańskiej rasy, ale zwykle poszukiwania kończyły się fiaskiem i znów rosło w niej poczucie totalnego osamotnienia wśród wszechświata. To też dodawało siły do walki i chęci odmiany. Skoro jest jedyną ostałą się jednostką to niech przyniesie im dumę i z dokładnie taką powagą podeszła do odpowiedzi na słowa Quilla.
- Jak dla mnie to za duży harm... - Zanim zdążyła dokończyć wraz z wrzawą
Peter podniecił się jak Rocket na widok naprawdę sporego działka laserowego, które wraz z odseparowanymi rękoma potoczyło się prosto pod jego ...pazury.
Z cała swoją niechęcią jaką potrafiła wykrzesać na twarzy znalazła się obok Petera wpatrując się w to... nad czym się tak... emocjonował. Im więcej gadał, tym więcej zrozumienia wykwitło na jej buzi, ale to i tak nie zmieniło podejścia, które było delikatnie mówiąc... sceptyczne. Niestety, a może i stety Quill wiedział w jaką strunę uderzyć, by wzbudzić w Gamorze większe chęci i udało się. Rywalizacja. Oj tak. Rywalizacja chleb powszedni od najmłodszych lat. Wygrana to coś co kupowało coraz to więcej szacunku w obliczu Thanosa, a Peter chyba pamiętał, ze była jego ulubioną córką. Całe dzieciństwo i pół dorosłego życia spędziła na rywalizowaniu z Nebulą i Korathem, tylko po to by ...ach dobra, gadka szmatka. Zanim się zdążył dokończyć ostatnie zdanie Gam chwyciła za działko i wymierzyła trzy perfekcyjne strzały. 'Wymierzyła', ale nie strzeliła. Skąd mogła wiedzieć, że do automatu trzeba wrzucić monetę? Potrząsnęła bronią i spojrzała na nią zdziwiona.
- Chyba coś popsute - Mruknęła pod nosem, ale na tyle głośno by usłyszał. ...Najwyraźniej nigdy wcześniej nie miała z czymś takim do czynienia.
avatar
Star-Lord
Liczba postów : 7
Join date : 28/05/2018
Zobacz profil autora

Re: Orelion-59

on Sob Lip 28, 2018 11:55 am
Mentalnie poklepał się po plechach, widząc jak chętnie kobieta podnosi zabawkową broń i szykuje się do konkurowania z nią. Do tej pory nie był pewien czy wiedział jakie słowa najlepiej działają na jego towarzyszkę, ale teraz wiedział, że kiedy rzuci jej się wyzwanie, jest w stanie rzucić cokolwiek robi w danym momencie, byleby wykazać, że jest lepsza. Przydatna wiedza, zwłaszcza dla takiego szczwanego, wrednego manipulanta, jakim był Peter. Sięgnął do kieszeni po pieniądze, którymi mógłby "nakarmić" automat, gdy zobaczył zdziwiony wyraz twarzy Gamory. Wcześniej myślał, że ona tylko wymierzała sobie strzały i chciała wyczuć wagę i kształt broni, ale czy to możliwe by po prostu nie wiedziała, że trzeba płacić za każdą grę? Podniósł kąciki swoich ust w bezczelnym uśmieszku. To może być całkiem zabawne.
- Oj, Gamoro, nie można tak po prostu zacząć grać - zbliżył się do niej i zaczął energicznie ruszać palcami, jakby rzucał jakieś zaklęcie - Do tego potrzeba specjalnego rytuału
Zrobił kółko głową i splótł palce na wyciągniętych ramionach, by się rozciągnąć oraz by zyskać parę cennych sekund na udoskonalenie swojego diabelskiego planu. Jeżeli ten żart zadziała, będzie mógł umrzeć szczęśliwy. Jego koncepcja szybko nabierała kształtów w jego głowie. Skrzyżował ręce i nogi oraz obrócił się na pięcie. Zrobił krok w lewo, a zaraz po nim krok w prawo, kręcąc tyłkiem i rytmicznie poruszając górnymi partiami ciała. Cały czas coś mówił, brzmiało to mniej-więcej tak: "Annieareyouok" W końcu jego ciało nagłym, gwałtownym ruchem ustawiło się w pozycji z szeroko rozstawionymi nogami, wskazując palcem na maszynę, jakby chciał ją zakląć. Bez ostrzeżenia, przeniósł palec na Gam i pstryknął. To była klasyczna sztuczka, której faktycznie nauczył się od kosmicznych piratów. "Odwróć uwagę swojej ofiary". Wierząc, że uwaga kobiety wkupi się na wyciągniętej w jej strone ręce, która przed chwilą ruszyła się i wydała dźwięk, jak każda dobra dystrakcja, subtelnie rzucił monetę prosto do slotu w budce. Jego zadaniu pomagał fakt, że owy slot był w kształcie leja, co dodatkowo pomagało w celowaniu, gdyż miał pewien margines błędu.
Kiedy moneta tak wpadała głębiej do maszyny, dało się usłyszeć jak mały, metalowy obiekt uderza o rurę prowadzącą ją do reszty wrzuconych pieniędzy. Na szczęście ten dźwięk bardzo ładnie wkomponował się w odgłosy wydawane przez maszynerię zawartą w tej budce. Światła, do tej pory tylko iluminujące napis "Gorkamorka", zaświeciły się mocniej, zapalając się i gasnąć w imponującym tańcu świateł. Zadowolony ze swojego małego przedstawienia, Peter zbliżył się do zabawkowej broni i wymierzył nią przed siebie.
- Moje są czerwone, a twoje niebieskie - wyjaśnił jej... coś. Pytanie czy był tak kryptyczny by zataić przed nią jakąś ważną informację, czy uznał, że można się domyślić o czym mówi. Cóż, chyba tylko on to wie na pewno. Z głośników wylegało się odliczanie od 3 w dół. Kiedy tylko padło słowo "1", przed Strażnikami zmaterializowały się holograficzne obrazy tarcz strzeleckich, połowa czerwona, połowa niebieska. Peter otworzył ogień niemalże natychmiastowo, sprawiając, że cel rozpłynął się w powietrzu. Z początku miał pewną przewagę ze względu na doświadczenie z tą grą. Przez to ośmielił się nieco zaszpanować. Obrócił się tyłem do celów, wierząc, że trafi nawet bez patrzenia. Na jego nieszczęście, strzał wystrzelony w ten sposób nie tylko nie trafił w żaden z czerwonych celów, lecz pomógł Gamorze, niszcząc jedną z niebieskich tarcz. Quill dobrze wiedział, że ta jedna pomyłka może go kosztować całą grę, jeżeli teraz Gamora trafi idealnie w każdy cel. Ale nie jest tak dobra, racja? RACJA!? Wyraźnie zdenerwowany całą sytuacją, przyjął poprawną pozycję, jak na strzelnicy i z potem na czole dawał z siebie wszystko by trafiać w swoje cele bez pudła.
avatar
Green Assasin Lady
Liczba postów : 7
Join date : 05/05/2018
Zobacz profil autora

Re: Orelion-59

on Nie Lip 29, 2018 7:54 pm
Faktycznie od czasu do czasu, raz na ruski rok zdarzało się, że machlojki Quilla działały na twardą, nieustępliwą i brutalną Gam. Nie często, ale czasami. Rzadko, ale to prawda. Dawała się wkręcić w jego gierki i ciężko było jej przyznać, że niektóre, nieważne jak głupio na pierwszy rzut oka wyglądające czynności, sprawiały przyjemność. Chociażby dajmy na to... uśmiech. Wystarczyło unieść kąciki ust nieco wyżej i od razu atmosfera stawała się o wiele bardziej znośna i nie, to nie oznaczało, że ktoś przestaje cię szanować za to, że pozwalasz na swoje pobłażliwe zachowanie niszczące image na który ciężko pracowała przez tyle lat. Wcześniej w jej życiu nie było na to miejsca. Po pierwsze nie miała żadnych powodów do śmiechu, a po drugie - wbrew pozorom żadna z czynności nie przynosiła jej poczucia szczęścia. Dopiero w szeregach Guardiansów poczuła, że robi coś... banalnie mówiąc dobrego, przynoszącego szczęście, choć to uczucie w sercu zielonej dopiero kwitło. Powoli, bo ciężko ją było przekonać przymusem, a zarazem bez przymusu nie idzie jej przekonać. Niestety Gamora była dość skomplikowaną kobietą i trzeba było znaleźć na nią sposób i Peter, stety niestety coraz to lepiej kombinował.
Mógł być zaskoczony, że cały mechanizm gier i innych takich rozrywkowych rewelacji nie do końca jest jej znana, bo wychowała się w odrobinkę innym klimacie. Gdy Quill jako chłopiec ogrywał Ravagersów, Gam w tym samym momencie będąc już młodą dziewczyną zdobywała planety u boku swojego ojca. Zabijając, plądrując, gw..a nie, tego nie było w pakiecie. Mógł wiedzieć, że jej życie było ciężkie, ale nie do końca był świadomy jak bardzo. Zresztą sam nie miał łatwo. Żadne z nich nie miało łatwo, dlatego jedyną najtrudniejszą przeszkodą jaką napotkali to zbudowanie zaufania. Czy ufali sobie w stu procentach? Ciężko powiedzieć. Jedno było pewne... Patrząc na Quilla, który zaczął odprawiać dzikie harce, zaczęła mieć wątpliwości. Coś tu nie grało. Zerknęła w jedną stronę na obchodzących ich szerokim łukiem kosmitów. Zerknęła w drugą stronę na obchodzących ich szerokim łukiem kosmitów i znowu spojrzała na Quilla, który śmiał perfidnie pstryknąć przed jej nosem palcami. Już chciała mu 'odpstryknąć', gdy nie wiadomo co,gdzie,jak maszyna znienacka odpaliła, więc hej! Zadziałało!
Uniosła broń nadsłuchując wytycznych Petera, a okiem już celując w coś co miało się przed nimi pojawić. Niestety Quill miał pecha. Gam świetnie radziła sobie ze strzelaniem do statecznie ustawionej tarczy. Co prawda gdyby cel był w ruchu również nie miałaby zbyt dużych problemów, ale byłoby to pewne utrudnienie. Z wygraną jaką mógł się spotkać w tej partii to to, że po zwycięskiej rozgrywce na twarzy Gam pojawił się szczery i pełen satysfakcji uśmiech.
- To co? Jeszcze dwie rundy wyrównawcze i ten kto przegra stawia pierwszą kolejkę? - Postanowiła jeszcze bardziej zaostrzyć apetyt na zwycięstwo, bo była pewna, że wygra.
- Jak to było? - Niepewnie skrzyżowała nogi...i ręce. Zrobiła obrót wokół własnej osi... potem krok w prawo, krok w lewo... To skupienie wymalowane na twarzy podczas w miarę płynnego, acz o wiele wolniejszego niż ruchu Quilla tańcu dawały mu możliwość działania. Trochę będzie kicha jak odczyni do końca 'rytuał', a gra się nie odpali...
Sponsored content

Re: Orelion-59

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach