Share
Go down
avatar
Admin
Liczba postów : 137
Join date : 07/02/2018
Zobacz profil autorahttp://marvelforumuniverse.forumpolish.com

Chinatown

on Pią Cze 22, 2018 12:28 pm
Dzielnica Nowego Jorku, zamieszkana głównie przez mniejszość azjatycką, przeważnie z Chin lub rdzennych Chińczyków osiadłych na tych terenach przez migracje ludu.
Kiedyś Chinatown był zamieszkany głównie przez kantońskich mówców, jednak w latach 80. i 90. XX w. przybyło także wielu imigrantów posługujących się dialektem Fuzhou, którzy utworzyli sąsiedztwo przyłączone do wschodniej części Chinatown, Little Fuzhou. Przez różność dialektów, ludność zamieszkująca tę dzielnicę musiała nauczyć się wspólnie mandaryńskiego, który od tamtej pory dominuje w Chinatown.
Budynki są żywcem wyjęte z azjatyckich kultur. Kawałek chińskiego świata oderwany i wrzucony prosto w "amerykański sen".

_________________
avatar
Admin
Liczba postów : 137
Join date : 07/02/2018
Zobacz profil autorahttp://marvelforumuniverse.forumpolish.com

Re: Chinatown

on Pią Cze 22, 2018 1:16 pm
MG

Piękny, słoneczny dzień w Chinatown... A raczej byłby piękny, gdyby nie wszechobecny dym wychodzący z kominów budynków i zapleczy chińskich restauracji. Wszędzie mnóstwo ludzi, którzy gdzieś się śpieszą. Obijają się o barki, gubią teczki, grożą sobie, wyzywają się, ale nigdy nie dochodzi do rękoczynów. Ktoś musiał dopilnować spokoju, skoro ludzie boją się wszczynać burd. Gangi, mafie, yakuza. Wszystkiego było tutaj na pęczki.
W dzielnicy Chinatown odbywał się od lat nielegalny handel zwierzętami, które trafiały w różne miejsca świata. Przerabiano je dosłownie na wszystko, poczynając od jedzenia i kończąc na medykamentach. Tego dnia, jedno z takich spotkań właśnie miało się zacząć...

Pod jedną z restauracji, dokładniej mówiąc Jing Fong Chinatown, zajechała czarna limuzyna. Szofer pozostawał w gotowości, a z miejsca pasażera wysiadł elegancko ubrany jegomość. Włosy przyklapnięte na żelu, czarne okulary na pół twarzy i garnitur szyty na zamówienie. Wyglądał na kogoś pochodzenia azjatyckiego. Nie uśmiechał się, szedł sztywno, ale pewny siebie. Chwycił poły marynarki i spiął je guzikiem. Udał się na tyły limuzyny, gdzie łapiąc ręką za klamkę, nacisnął ją i otworzył drzwi na oścież. Z tylnego siedzenia wysiadł niski mężczyzna, ubrany elegancko, będący trzy razy szerszy niż swój ochroniarz. Nie był umięśniony. Był przy kości. Podobnie jak jego towarzysz, był pochodzenia azjatyckiego. Wyraz jego twarzy przywoływał na myśl buldoga francuskiego. Usta wykrzywione w grymasie niezadowolenia i zapadnięte policzki z pewnością odstraszały od niego ludzi, którzy przechodząc obok, wymijali go i patrzyli przez ramię. Gdy tylko ten na nich spojrzał, speszeni lub przestraszeni przyspieszali kroku, by nie narobić sobie niepotrzebnych kłopotów.

I nagle "trzask!". Drzwi samochodu zostały zamknięte, a szofer odjechał w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca parkingowego. Obaj panowie ruszyli do przodu, kierując się w stronę głównych drzwi restauracji. Gdy tylko doszli do nich, te otworzyły się, a przed nimi stanął mężczyzna, witając ich z uśmiechem na twarzy.
- Witamy! Oczekiwaliśmy na pańskie przybycie, Panie Fu. - i podał mu rękę, ale bez wzajemności.
- Pan Fu mówi, że nie ma czasu na zbędną pogawędkę. Zaproszenia zostały wysłane? - zapytał bodyguard, wtrącając się. Witający ich mężczyzna zmrużył oczy, okazując swoje niezadowolenie.
- Tak. Zakodowane i wysłane gdzie trzeba. Wszystko załatwione. Zwierzęta czekają. - powiedział, po czym odwrócił się na pięcie i wskazał dłonią, by wszyscy udali się na zaplecze. Po chwili cała trójka zniknęła za drzwiami.
Restauracja była wypełniona ludźmi, którzy nawet nie zwrócili uwagi na dwójkę nieznajomych gości. Kelnerzy chodzili między stolikami, donosząc jedzenie i przyjmując zgłoszenia od klientów. Wszystko wyglądało tak, jakby nic specjalnego nie miało miejsca na tyłach restauracji.

Nikt z organizatorów nie mógł się spodziewać, że ktoś się wysypał, przez co informacje odnośnie spotkania trafiły w niepowołane ręce...
_____
Felicia, Vivian, w swoich postach opiszcie jak to się stało, że posiadłyście informacje na temat spotkania. Daję wam wolną rękę.

_________________
avatar
Liczba postów : 8
Join date : 12/06/2018
Zobacz profil autora

Re: Chinatown

on Pią Cze 22, 2018 4:46 pm
Vivian już od dłuższego czasu patrolowała ciemne zakątki internetu anonimowo donosząc odpowiedzialnym organom o tym, co tylko niepokojącego znalazła. Po każdej zgłoszonej informacji o porwaniu, planowanym ataku terrorystycznym, bombie, czy nielegalnym burdelu "zatrudniającym" meksykańskie imigrantki spotykała się z nadzwyczajnie szybką i profesjonalną reakcją. Ale nie tym razem. Jej donos do urzędu celnego zaginął bez wieści. Drugi i kolejne też. Żadnego odzewu, nawet poruszenia. Albo mieli niesamowity burdel w biurze, albo głodna biurokracja zjadła wszystkie maile, telefony i listy, ewentualnie komuś było nie na rękę zająć się tą sprawą. Ważne, że policja również traktowała krzywdę zwierząt raczej lakonicznie: w końcu to nie ludzie, mogą poczekać.
No właśnie nie mogły. Transakcja miała odbyć się już następnego dnia, a nikt z oficjałów nie ruszył nawet palcem. Nie po to spędziła kilka godzin odszyfrowując podejrzane maile z zaproszeniami, żeby teraz problem zignorowano. Przyszedł zatem czas na plan B: zająć się sprawą samemu. Nawet tata nie pracował jako Avengers jedynie zdalnie. Jednocześnie doszła do wniosku, że wysłanie grupowego maila informującego o sprawie do wszelkich organizacji pro-zwierzęcych w USA nie powinno zaszkodzić. Zawierał on miejsce, dzień, godzinę i lakoniczny opis sugerujący, że odbędzie się tam nielegalna wymiana zagrożonych gatunków na pieniądze. Raczej nie spodziewała się, że jakaś pikieta mogłaby zdziałać coś konkretnego, szczególnie, że nie było czasu na tworzenie dużych transparentów, ale to i tak więcej niż ze strony urzędu celnego.
Kiedy nadszedł "dzień zero" założyła tenisówki, jeansy, zielony sweterek w żółte romby, pożegnała się z Visionem, ale zamiast do szkoły śmignęła do Nowego Yorku, do Chinatown. Prawie niezauważona wylądowała wśród drzew, przy boiskach w Columbus Park i wytworzyła wokół samej siebie hologram niezbyt rzucającej się w oczy, mało atrakcyjnej, nastoletniej Chinki o tradycyjnie skośnych oczach i tradycyjnej fryzurze od garnka. Podreptała ku Jing Fong Chinatown, ale nie weszła do środka, usiadła po przeciwległej stronie ulicy, na schodach. Znała całą zawartość jednego z zaproszeń i zastanawiała się, czy by się nie podszyć pod jego adresata. Nie była jednak pewna, czy nie są one imienne, albo czy nie była wysłana ich konkretna ilość. Od razu wzbudziłaby podejrzenia pojawiając się tam jako dodatkowa osoba ponad ilość zaproszonych, albo jako osoba, której zapraszający nie zna. Obserwowała zatem kolejno wchodzących klientów, łączyła się z ich telefonami komórkowymi i sprawdzała, korzystając z lokalizacji GPS w tych urządzeniach, czy usiądą przy stoliku w sali głównej. Czekała na kogoś, kto zostanie zaprowadzony gdzieś indziej, kogoś kto nie przyszedł tu wszamać sajgonki na obiad.
Bingo - pomyślała po wejściu nieprzyjemnie wyglądającego grubaska, po czym wstała, otrzepała sobie tyłek i ruszyła ku drzwiom do restauracji. Oby się tylko nie okazało, że to jakiś tutejszy kucharz, który idzie na zaplecze, bo za 20 minut zaczyna się jego zmiana.
avatar
Black Cat
Liczba postów : 25
Join date : 26/05/2018
Zobacz profil autora

Re: Chinatown

on Pią Cze 22, 2018 8:56 pm
Felicia już od blisko miesiąca zbierała dowody na tych pożal się Boże lekarzy z Chinatown. Pieprzeni znachorzy... Przemycali niewinne stworzenia, zadawali im ból, a na koniec sprzedawali i zabijali.

Białowłosa aż za dobrze wiedziała jak sobie radzić z takimi typkami, chętnie poszłaby jako Black cat z drugiej strony związane bardzo by to mogło naprowadzić ludzi że to ona nią jest. Dlatego też Hardy poszła tam w stroju "cywilnym", no może nie do końca... Czarna skórzana kurtka, czarne legginsy, może nie najmocniejsze lecz dzięki nim miała pełną swobodę w walce, do tego biała bokserka. Włosy ukryte pod peruką o kolorze szkarłatu, a na twarzy czarna maska wenecka. Zazwyczaj w tym stroju zbierała mniej legalnie dowody lub pacyfikowała te potwory.

Email z anonimowego źródła niezmiernie ją ucieszył, wydrukowała je i odłożyła do odpowiedniej teczki, zaś ta była teraz ukryta pod siedzeniem motocykla, ten stał na tyłach restauracji. Nie miała zamiaru się cackać, jej łącznik załatwił plany i przekazał gdzie będzie spotkanie, na szczęście będzie w stanie je obserwować i podsłuchiwać przez uchylone okno w dachu.
Dostanie się na niego nie sprawiło jej większych problemów, z kontenera wyskoczyła i chwyciła się krawędzi, po podciągnięciu się wystarczyło bezszelestnie zbliżyć do okna i trwać w bez ruchu jednocześnie wszystko nagrywając.
W pasie miała zapięty pas w wieloma kieszonkami, wyciągnęła dyktafon i położyła tuż przy uchylonym oknie.
avatar
Admin
Liczba postów : 137
Join date : 07/02/2018
Zobacz profil autorahttp://marvelforumuniverse.forumpolish.com

Re: Chinatown

on Czw Cze 28, 2018 9:16 pm
MG

Vivian w "przebraniu" ruszyła w stronę wejścia do restauracji. Patrząc przez szybę, jej oczom ukazało się towarzystwo rozsiane po sali, w pośpiechu zajadające swoje posiłki. Co dokładnie było na talerzach? Ciężko było stwierdzić, zwłaszcza z jej obecnego położenia. Mogło to być mięso z krowy, konia, barana, a nawet psa czy kota.
Ujrzała jak gość, którego odprowadzała wzrokiem, rozmawia z innym jegomościem, który chwilę temu opuścił zaplecze. Po krótkiej wymianie spojrzeń i uśmiechów, bardziej lub mniej nerwowych i przyjaznych, zniknęli za drzwiami prowadzącymi na tyły lokalu. Za nimi widoczne były schody prowadzące na piętro.

Tymczasem...

Felicia Hardy, również będąc w przebraniu, zakradła się na dach budynku. Przez uchylone okno, które prowadziło do ledwo oświetlonego pomieszczenia, miała oko na wszystko, co tam zachodziło.
Na środku pomieszczenia znajdował się podłużny stół, na którym przykryte zasłonami były przedmioty przypominające kształtem klatki i pudła. Dookoła stołu rozstawione były krzesła. Było ich dokładnie osiem, z czego jedno było wolne. Pozostałe siedem były zajęte. Z tej odległości, ciężko było dostrzec twarze zebranych tam osób. Wszyscy ubrani byli w eleganckie, czarne garnitury. Najbardziej w oczy rzucał się niski, gruby mężczyzna, którego krzesło ledwo wytrzymywało pod naporem ciężaru jego ciała. Obok niego stał ubrany w czarny garnitur mężczyzna. Jako jedyny posiadał bodyguarda.
Nagle otworzyły się drzwi i w ich progu stanął szczupły mężczyzna, a za nim dwóch rosłych, łysych Azjatów, trzymających w dłoniach pistolety maszynowe uzi i tasaki. Profesjonalna ochrona!
Przybyłym nowym gościem był ten sam, który kilka chwil wcześniej witał otyłego biznesmena i jego ochroniarza. Ukłonił się lekko i ruszył wgłąb sali, kierując się w stronę pustego krzesła. Odsunął je i stanął przed nim, po czym rozłożył na boki ręce i uśmiechnął się szeroko. Jego uśmiech był paskudny - nieszczerość i zepsucie było widoczne na pierwszy rzut oka.
- Huānyíng nín!* Cieszę się, że wszyscy bezpiecznie dotarli na to wyjątkowe spotkanie. - klasnął w dłonie.
- Mam nadzieję, że przebiegnie ono zgodnie z planem. - uśmiechnął się tajemniczo, pochylając się lekko do przodu. Pstryknął palcami, a jeden z jego pracowników, ubrany jak kelner, podszedł do stołu i złapał za jedną z zasłon. Skinął głową do swojego szefa i szarpnął mocno za materiał, a ten zsunął się ze stołu, ukazując niektóre ukryte na nim rzeczy. Były to klatki, w których zamknięte były zwierzęta. W jednej z nich znajdował się mały, biały tygrys, który wyraźnie wyglądał na przestraszonego. Mruczał żałośnie, kładąc głowę między swoimi łapami. Obok niego w klatce zamknięta była młoda panda, która stukała łapą o stalowe ogrodzenie, jakby chciała tym samym dać do zrozumienia, że pragnie się wydostać.
Ludzie siedzący dookoła stołu wyglądali na naprawdę zainteresowanych. Uderzali w klatki i potrząsali nimi, żeby sprawdzić reakcję biednych zwierząt. Te oczywiście, jak można było się domyśleć, nie były z tego zadowolone.
- Przyjrzyjcie się uważnie... Biały tygrys to rzadkość. Można zrobić z niego taką viagrę, że wasza ulubiona część ciała stanie, hehe, się twardsza niż Vibranium! - mężczyzna klasną ponownie w dłonie, znów paskudnie się uśmiechając.
_____
*Witajcie!

_________________
avatar
Black Cat
Liczba postów : 25
Join date : 26/05/2018
Zobacz profil autora

Re: Chinatown

on Nie Lip 01, 2018 2:31 pm
-Ja ci dam Vibranium ty spasiona chińska świnio- Felicia czuła niewyobrażalną furię na widok zwierząt w klatkach, szczególnie białego tygryska, już dawno temu nauka wykluczyła cudowne działanie ich mikstur. Z jednej z przegródek wyciągnęła soczewki pozwalające jej widzieć w ciemności, sprawnie je założyła mając już dawno w tym wprawę, przy udzie miała kaburę z bronią na strzałki wypełnione różnymi płynami, brzydziła się klasyczną bronią jak i zabijaniem, aczkolwiek nie mogła odmówić pistoletom wielu zastosowań i skuteczności. Dlatego w pasie miała różne naboje, w głowie zaś ustalała plan jak najskuteczniej i najbezpieczniej dla zwierząt.
-Więc mamy dwóch mięśniaków, kelnerzy także mogą być uzbrojeni... Hm, przydałby się ktoś do pomocy- nabiła pistolet strzałką usypiającą, są bardzo małe z mocno skoncentrowanym środkiem. Nie strzelała, ponieważ musiałaby się liczyć z nagłym atakiem drugiego mężczyzny i ucieczką reszty, a to właśnie na tych szychach jej zależało. Kiedy dostarczy dowody policji, z winnymi nie wywiną się i trafią do więzienia na długie lata, a w nich osoby znęcające się nad zwierzętami są dość skutecznie tępione, jak pedofile i dzieciobójcy. 
Oświeciło ją, że też wcześniej na to nie wpadła, to było oczywiste. Ona widzi w ciemności, w przeciwieństwie do reszty, musi wyczekać aż zbierze wystarczająco dużo dowodów. Wtedy będzie mogła szybko zdjąć ochroniarzy, a kiedy zapalą zapasowe światła będzie już na tyle bezpiecznie by uciąć pogawędkę z mężczyznami o ich błędnych metodach leczniczych.
avatar
Liczba postów : 8
Join date : 12/06/2018
Zobacz profil autora

Re: Chinatown

on Pon Lip 02, 2018 8:16 pm
Weszła do restauracji spokojnym krokiem starając się zbytnio nie gapić na znikającą na zapleczu grupkę. Odkłoniła się oszczędnie na tradycyjne, witające dygnięcie jednego z kelnerów i zajęła jeden z wolnych, mniejszych stolików.
- Na razie tylko sok śliwkowy poproszę. Czekam na kogoś - oznajmiła po chińsku, wyjątkowo jak na siebie naturalnym głosem, modulując go w oparciu o mp trójki chińskich rozmówek tworzonych przez blogerkę mieszkającą, według jej IP, w tej okolicy. Nie czekała, to było kłamstwo, ale toaleta była niestety tylko dla personelu i gości, więc trzeba było zachować pozory. Po złożeniu zamówienia podniosła się z siedzenia i poszła do łazienki: przed posiłkiem warto umyć ręce, nawet te syntetyczne.
Tym razem akurat nie ablucja była jej celem, a odwiedziny w jednym z pokoi piętro wyżej. Weszła do jednej z kabin, zamknęła się, pozbyła kamuflażu, zmieniła stan skupienia na nietykalny i przeniknęła przez sufit do pomieszczenia, w którym znajdował się śledzony od samych drzwi telefon. Wychynęła w najciemniejszym kącie nad podłogę jedynie czubkiem głowy wraz z oczami akurat w momencie potrząsania klatkami i rozejrzała się po okolicy. 1...2...3... 11 mężczyzn, część uzbrojona, część chorobliwie otyła. Niezdolna do walki - zerknęła w górę - ...i Zorro. Ferajny klientów się spodziewała, ochroniarzy też, zwierząt jak najbardziej, ale zamaskowanej twarzy przyklejonej do szyby nie bardzo. To jakiś chiński ninja, czy kij? - zapytała się sama siebie lekko zaskoczona. Na razie postanowiła założyć, że ten ktoś na dachu nie jest kominiarzem, a jakimś rezerwowym strażnikiem, który może mieć na wyposażeniu kolejne uzi i tasaki.
Przez krótką chwilę zastanawiała się, co zrobić i postawiła na "Plan Chaos". Nie wychylając się bardziej z podłoża wyświetliła z kryształu znajdującego się na jej czole hologram. Naturalnych rozmiarów, dorosły, biały tygrys jednym długim susem wskoczył pomiędzy ochroniarzami, przez drzwi (nawet jeśli te były już zamknięte) do pełnego pokoju. Rozejrzał się w poszukiwaniu ofiary. Spojrzał po zebranych, wyszczerzył kły, po czym przeciągle i przeszywająco ryknął. Nastroszył futro i mając mord w oczach kręcił się zbliżając powoli do krzeseł, stołu i okalającej go grupki. Jego mięśnie prężyły się do skoku, a szczęka głośno kłapała zębiskami. Zaiste przerażający widok!
To raczej płonne nadzieje, ale być może po takim przedstawieniu wszyscy uciekną z piskiem i będzie trzeba tylko ewakuować te zwierzątka z krwi i kości.
avatar
Admin
Liczba postów : 137
Join date : 07/02/2018
Zobacz profil autorahttp://marvelforumuniverse.forumpolish.com

Re: Chinatown

on Pon Lip 16, 2018 10:47 am
MG

Zwierzęta skamlały ze strachu, zawijając się w kulki i przywierając do jednej ze ścian klatki. Dźwięki przez nich wydawane sprawiały, że nawet ochroniarzom trzymającym tasaki i pistolety maszynowe, byłoby im ich po prostu żal. Spojrzeli tylko na siebie, po czym westchnęli, nie mogąc nic zrobić, bo równałoby się to z ich śmiercią.
- Świetnie! Świetnie! - krzyknął w głos animator całego spotkania. Rozłożył ręce na boki, po czym ponownie w nie klasnął.
"Siedmiu Parszywych", którzy z wielkim zaangażowaniem podziwiali zwierzęta, byli już gotowi na zakup. Pieniądze zawinięte w ruloniki zaczynały się w pojawiać w ich rękach. Na stole leżało już kilka teczek, których wnętrze wypełnione było po same brzegi pieniędzmi.

Rozpoczęła się licytacja. Stojąc przy stole i wymachując młotkiem do mięsa, organizator przedsięwzięcia zaczął wymieniać ceny za towary. Co chwilę wykrzykiwał inną kwotę, a kiedy już miał ją przybić, ktoś inny z końca sali przebijał ją swoją ofertą.
- Uwielbiam to. - powiedział do siebie pod nosem, uderzając najpierw raz młotkiem w stół, potem kolejny raz, a kiedy miał zrobić to po raz ostatni, stała się rzecz, której nikt się nie spodziewał...

Wielki, biały tygrys przedarł się przez ochronę, dając susa między nimi i nad ich głowami. Wylądował na środku pomieszczenia, wskakując zaraz energicznie na stół. Ryknął, aż niektórym pospadały czapki. No, spadłyby, gdyby ktoś je miał. Ekhem.
Ochroniarze nie wiedząc co się dzieje, ruszyli do ataku, od razu biorąc w dłonie swoje pistolety maszynowe. Siedzący przy stole kupcy zaczęli uciekać w popłochu, spadając z krzeseł i taranując swoich "kolegów".
Tygrys kierował się w stronę organizotra, a ten w przerażeniu machał jeno młotkiem przed sobą, jakby chciał uderzyć ogromnego zwierza prosto w pysk.
Padły pierwsze strzały, kierując się prosto na tygrysa. W pokoju natychmiast zrobiło się jaśniej i zdecydowanie głośniej. Naboje przenikały przez zwierzaka, który był jedynie hologramem. Licytator, który był z krwi i kości, został przedziurawiony na wylot. Krzycząc żałośnie, padł na podłogę. Czerwona jucha wypływała z jego ciała w takim tempie, że już po chwili cały leżał w kałuży krwi.
Kule wciąż świstały. Kupcy leżeli na podłodze, zakrywając głowy rękami. Ten najgrubszy, którzy pojawił się na sali jako ostatni, zasłonięty był przez swojego bodyguarda. Panikował najbardziej ze wszystkich, co wyraźnie przedstawiał wyraz jego twarzy.

_________________
avatar
Black Cat
Liczba postów : 25
Join date : 26/05/2018
Zobacz profil autora

Re: Chinatown

on Pon Lip 16, 2018 4:59 pm
Felicia nie potrzebowała lepszej dywersji aby zacząć działać, kiedy tylko organizator zginął wycelowała z broni najpierw w żarówkę, nie była to duża odległość więc ciężko było nie trafić, aczkolwiek o ile trafiła to zeskoczyła do pomieszczenia lądując w kuckach, w pistolecie miała jeszcze 3 strzałki, potem musiała wymienić magazynek.
Plan był prosty, zdjąć ochroniarzy, w tym bodyguarda grubasa. Nie panowała kompletna ciemność, ponieważ mimo wszystko z zewnątrz przez okna docierało światło, dla Hardy jednak było to bez różnicy, soczewki umożliwiały doskonałe widzenie zarówno w dzień jak i w nocy. Nie miała zamiaru ryzykować iż któreś ze zwierząt zostanie postrzelone, zaszła jako pierwszego bodyguarda, strzeliła mu w udo z odległości ok. 30 cm. Strzałka automatycznie wstrzyknęła środek nasenny, poruszała się przy ścianie, kryjąc jak najbardziej w mroku, o ile ochroniarze stali obok siebie, tak bezszelestnie zaszła ich, najpierw postrzeliła jednego. podejrzewała że jęk bólu zwróci uwagę kolegi po fachu także dosłownie sekundę później starała się poddusić drugiego. oplotła ramię wokół jego szyi tak, że łokieć znajdował się mniej więcej pod brodą, dłonią złapała się za ramię, drugą ręką zaś w tym czasie starała się strzelić i uśpić ostatniego na jej obecnej liście.
Mając nadzieję że się udało wymieniła magazynek na pełen, środek powinien działać 5h, przy średniej masie obywatela ameryki. Wzięła w dłoń drugi pistolet i miała zamiar uśpić resztę, a następnie zabezpieczyć klatki do przyjazdu policji, jeśli by nie było zwierząt mogą uznać to za żart lub że napadnięto te szuje.
avatar
Liczba postów : 8
Join date : 12/06/2018
Zobacz profil autora

Re: Chinatown

on Pią Lip 20, 2018 4:51 pm
Biedny człowiek-sito. Trzeba było za namową rodziców zostać lekarzem. Ewentualnie licytatorem antyków, w końcu podobne emocje, a zdecydowanie mniejsze ryzyko śmierci. W najgorszym wypadku jakaś waza z dynastii Ming mogła mu spaść na stopę.
- Nie! - krzyknęła tuż po wyłączeniu hologramu i wyleceniu spod podłogi w kierunku strzelających w amoku ochroniarzy. Po drodze wciąż starała się być nietykalna, aż do momentu chwycenia obydwu uzo za lufy, wtedy utwardziła najpierw swoje dłonie i zgniotła obydwie metalowe rurki w uścisku żelaznym niczym ten, którym Jagienka kruszyła orzechy. Mogła im niby wyrwać broń z rąk, jednak istniało ryzyko, że wraz z karabinami pozbawi ich wtedy palców trzymanych na spuście, a pokoik był już wystarczająco zabrudzony krwią. Teraz mogli co najwyżej bardziej zepsuć sobie te pistolety wciąż z nich strzelając.
- Nie - powiedziała karcąco - To zachowanie było bardzo niestosowne do sytuacji i tragiczne w skutkach - pouczyła ochroniarzy tonem matki strofującej dziecko. Co to byli za bodyguardzi drugiego sortu!? Strzelali w zamkniętym pomieszczeniu mając głęboko gdzieś możliwość rykoszetu, z odległości kilku metrów nie trafiali w cel i rozwalali żyrandol (próbując zapobiec większej ilości ofiar Vivian spuściła Zorrettę z oczu i założyła, że to właśnie seria z karabinów zgasiła światło) oraz celowali do tygrysa mając na linii strzału swojego pracodawcę. Przecież nawet jakby to był normalny zwierz to kula mogła przejść na wylot i zranić już-nieboszczyka. Za co on im płacił!? Albo właśnie za mało im płacił i taki był ich cel...
Syntezoidka nie była hipokrytką, doskonale zdawała sobie sprawę również ze swojej winy w tej całej sytuacji. Niepoprawnie oszacowała ludzką reakcję na zagrożenie i taki był tego efekt: trup. Na razie tylko jeden. Lewitując odwróciła się w kierunku sali oceniając, czy ktoś tu jeszcze nie szykuje się do tworzenia nowych nieboszczyków i zobaczyła ją - czającą się pod ścianą postać dzierżącą niebezpiecznie wyglądającą spluwę.
- Rzuć broń - zażądała od Felicii niezależnie od tego, czy udało jej się już obezwładnić ochroniarza pana Grubego, czy też nie. To nie była miła prośba. Aby podkreślić siłę rozkazu przesunęła laserowym wzrokiem tuż koło zawodowej złodziejki wypalając na podłodze oraz ścianie grubą, czarną, strrraszną linię.

EDIT: Tak dla jasności: żeby wydawać dźwięk (mówić) Vivian musi nie być rozrzedzona inaczej nici z wprawiania powietrza w drganie.
Sponsored content

Re: Chinatown

Powrót do góry
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach